W sprawie Tomasza Kulczyńskiego, burmistrza Chocianowa z rozprawy na rozprawę prokuratura gubi grunt pod nogami. Zeznania policjantów wykluczyły rzekomą kolizję, a nowe ustalenia dziennikarskie obnażają szokującą prawdę: jedyny świadek potwierdzający jeszcze wersję prokuratury to osoba uznana za winną składania fałszywych zeznań. Dodatkowo relacje aż siedmiorga niezależnych świadków całkowicie miażdżą tezy śledczych.

Sprawa, która toczy się od czerwca 2024 roku, miała dotyczyć zdarzenia na jednym z lubińskich skrzyżowań, gdzie burmistrz Chocianowa miał rzekomo wjechać swoim prywatnym autem w białego mercedesa. Kolejne rozprawy pokazują jednak, że fundamenty aktu oskarżenia po prostu nie istnieją. Dzisiaj przed sądem w Lubinie zeznawała sprzedawczyni w sklepie monopolowym, który Tomasz Kulczyński miał odwiedzić tego dnia. Jak zeznała, Burmistrz musiał być trzeźwy, bo osobie nietrzeźwej alkoholu by nie sprzedała.

Kolizja widmo i zeznania policji

Wrócmy do podstawy zatrzymania burmistrza, czyli rzekomego wypadku. Jak zeznali technicy kryminalistyki, na białym mercedesie nie było żadnych uszkodzeń. W grudniu przed sądem potwierdziła to policjantka przeprowadzająca oględziny pojazdu w dniu incydentu. Na ostatniej rozprawie przed sądem stanął jej służbowy kolega, który przeprowadzał z nią te czynności. On również stanowczo potwierdził słowa swojej koleżanki. Nic a nic nie wskazuje na to, że do jakiegokolwiek zdarzenia w ogóle doszło. Na jakiej zatem podstawie policja wyprowadziła Tomasza Kulczyńskiego z domu blisko godzinę później, opierając się wyłącznie na relacji kierowcy mercedesa?

Tu dochodzimy do najpoważniejszego problemu śledczych. Prokuratura oparła swoje zarzuty wyłącznie na jednym, jak się niebawem miało okazać skrajnie niewiarygodnym świadku. Zgłaszający kierowca mercedesa wielokrotnie zmieniał wersję wydarzeń. Ostatecznie, kiedy prokuratura postawiła mu zarzuty za składanie fałszywych zeznań, przed sądem ostatecznie potwierdził wersję prokuratury. To jednak będzie łatwe do podważenia dla obrony, która zapewne zada pytanie czy aby świadek nie "dogadał się" z prokuraturą i w zamian za zeznania po jej myśli będzie mógł liczyć na łagodne potraktowanie w sprawie o składanie fałszywych zeznań.

Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, wspomniany świadek dziwnym trafem został uznany winnym składania fałszywych zeznań, jednak odstąpiono od wymierzenia kary. Co więcej, jeden z naszych reporterów ustalił, iż wobec kierowcy mercedesa toczą się inne postępowania – zarówno karne, jak i cywilne. Uderza to w jego wiarygodność jako głównego punktu oparcia aktu oskarżenia oraz rzuca zupełnie nowe światło na sprawę, ukazując motywy, którymi mógł się kierować dokonując zgłoszenia.

Siedmiu świadków potwierdza: Kulczyński jest niewinny

Błędy na etapie postępowania przygotowawczego są rażące. Prokuratura, przygotowując akt oskarżenia, nie przesłuchała wszystkich świadków obrony. Zrobił to dopiero sąd, a ich relacje całkowicie wykluczają winę włodarza Chocianowa. Warto z całą mocą podkreślić, że aż 7 różnych świadków nie potwierdziło założeń prokuratury, składając spójne i kluczowe dla sprawy zeznania. Kilkoro z nich widziało Tomasza Kulczyńskiego całkowicie trzeźwego tuż przed hipotetycznym zdarzeniem na skrzyżowaniu. Kolejne osoby widziały burmistrza już po powrocie do domu – również trzeźwego, a do momentu przyjazdu policji minęło ponad pół godziny, w którym to prywatnym czasie ciężko zabronić komukolwiek w prywatnym domu cokolwiek robić. Wszystkie te zeznania, poparte brakiem uszkodzeń pojazdu i niejasną przeszłością rzekomej ofiary, każą jednoznacznie interpretować całą sytuację: Tomasz Kulczyński jest niewinny, a postawione mu zarzuty są bezpodstawne.

W obliczu tak słabego materiału dowodowego, trudno nie zadać pytań o polityczny charakter sprawy. W sieci publiczne naciski jeszcze niedawno wywierał jeden z wojewódzkich radnych Koalicji Obywatelskiej, chwaląc się swoimi wpływami u ministrów rządu Donalda Tuska: w szczególności ministra Kierwińskiego, który nadzoruje policję oraz ministra Żurka, który nadzoruje prokuraturę.