Kolejna rozprawa w sprawie burmistrza Chocianowa nie układa się po myśli prokuratury. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, dziś nawet policja nie chciała potwierdzić wersji prokuratury o zdarzeniu drogowym, które miało przypaść w jego udziale. Okazuje się, że NIC A NIC nie potwierdza, że do jakiegokolwiek zdarzenia w ogóle doszło!

Sprawa toczy się od czerwca 2024 roku, kiedy na jednym z lubińskich skrzyżowań Burmistrz miał wjechać swoim prywatnym autem w białego mercedesa. Dziś przed sądem w Lubinie zeznawała policjantka, która w dniu domniemanego zdarzenia przeprowadzała oględziny pojazdu poszkodowanego. 10 czerwca 2024 roku, czyli w dniu zdarzenia nie potwierdziła żadnych uszkodzeń na pojeździe. Jak nieoficjalnie potwierdziliśmy, dziś przed sądem miała potwierdzić, że na białym mercedesie nie było żadnych uszkodzeń.

Oznacza to, że kolejna karta wypadła prokuratorom z ręki. Co ciekawe, na prokuratorskiej ławie prawie co rozprawę siedzi inny urzędnik. Wiemy też, iż pierwszemu prowadzącemu tę sprawę odebrano, choć nie wiadomo z jakich przyczyn. W środowiskach prawniczych nieoficjalnie mówi się, że sprawa ma charakter polityczny i interesują się nią "osoby z ministerstwa".

Burmistrz Chocianowa na cenzurowanym po zmianie rządu

Od początku tej sprawy opinia publiczna przyglądała się jej z uwagą, a zeznania pierwszych świadków rzucają cień podejrzeń o jej polityczny charakter. Dotyczy ona bowiem jednego z samorządowców, który cieszy się ogromnym poparciem nie tylko w swojej społeczności lokalnej. Ale czy sprawa faktycznie ma wymiar polityczny? Czy komuś zależy na zniszczeniu dobrego imienia Burmistrza Chocianowa? Te pytania nasuwają się same, gdy przeanalizuje się ciąg zdarzeń z feralnego poniedziałku, 10 czerwca 2024 roku i weźmie pod uwagę okoliczności, jakie im towarzyszyły.

Wiarygodność całej historii podważa również zachowanie drugiego kierowcy. Zgłaszający zdarzenie, zeznając jako świadek, wielokrotnie zmieniał wersję. Raz twierdził, że czuł alkohol od burmistrza, innym razem, że nie. Raz zeznawał, że panowie rozstali się w porozumieniu, by potem twierdzić, że burmistrz uciekł. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, kierowca mercedesa ma już na swoim koncie kilka toczących się postępowań sądowych, co tylko dodatkowo wzmacnia przeświadczenie, iż w tej sprawie może nie być do końca uczciwy.

Pewnym jest natomiast, że burmistrz w stosunku do kierowcy na skrzyżowaniu nie był agresywny, a rozmowa była – jak na takie okoliczności – normalna. Nikt nie bełkotał i się nie przewracał. Jak ustaliliśmy, pojawili się także świadkowie, którzy potwierdzają, iż niewiele przed godziną 17:00 (czyli na krótko przed obaloną dzisiaj przed sądem "kolizją") widzieli się z burmistrzem i ten był całkowicie trzeźwy.

Na jakiej podstawie media kłamały?

Co ciekawe, jak ustalili świadkowie procesu, po powrocie do domu, jednak przed przyjazdem policji, włodarz miał "w nerwach" wypić alkohol, który domowym zwyczajem trzyma w garażu. Czy komuś zależy na tym, aby za wszelką cenę zaszkodzić burmistrzowi Chocianowa? Czy każdy samorządowiec z większą rozpoznawalnością i sukcesami na koncie, który przez lokalne media był typowany do startu do Sejmu, powinien obawiać się prób medialnego zniszczenia? Dlaczego niektóre media przyłączyły się do nagonki na burmistrza bez zweryfikowania dowodów i już przed rozprawą kłamały o kolizji, a nawet wypadku, skoro nic z tych rzeczy się nie wydarzyło?!

Nie trzeba daleko szukać, aby przypomnieć sobie wybory samorządowe w Lubinie, gdy ogólnopolskie media sprzyjające konkretnej opcji politycznej wykreowały atak na bezpartyjnych kandydatów. Czy prokuratura zachowa obiektywność działając w tej sprawie? O tym, czy można skazać człowieka bez jednoznacznych dowodów, w oparciu o domniemania i chwiejne zeznania, ostatecznie zdecyduje lubiński sąd. Jedno jest pewne – sprawa Tomasza Kulczyńskiego to test dla wymiaru sprawiedliwości w naszym regionie.